|
12-04-2007 Ech... tylko taki odgłos mógł się ze mnie wydobyć, patrząc na "grę" Bayern'u. Jak na dłoni widać, że bez B. Schweinsteiger'a Bawarczycy przy zespołach typu Milan są niczym nieporadne dzieci. Jeszcze na początku wydawało się, że Bayern może tu powalczyć i WYWALCZYĆ ów awans. Wydawało się znakomitym taktyczne ustawienie zespołu, tak, że Bawarczycy nie musieli nawet specjalnie biegać, a i tak Milan nie miał miejsca do rozgrywania piłki. Wszystko wspaniale i czadowo. ...do czasu. Dodam, że do bardzo krótkiego czasu. W tym meczu C. Ancelotti wyraźnie pokazał swoją wyższość nad O. Hitzfeldem. Mało tego, rozłożył go na łopatki. Z każdą następną minutą uwidaczniała się coraz większa nieporadność mistrza Niemiec, przy jednoczesnym akompaniamencie znakomitej gry Milanu. Bayern rzucał się niczym przysłowiowa wesz na grzebieniu i nic z tego nie wynikało.
W Milanie zawiódł przede wszystkim A. Pirlo, a na jego poczynania aż przykro było patrzeć. Słowo daję, były momenty, że przypominał mi naszego Grzesia R. ;) Jednak w Milanie przynajmniej reszta grała porządnie. Bayern natomiast partolił solidarnie, tj. całą drużyną. O. Kahn chyba powinien już zacząć myśleć jednak o tej emeryturce. Tu już nawet o refleks nie chodzi, choć i tego mu zaczyna brakować. Przy pierwszej bramce był zwyczajnie źle ustawiony. M. van Buyten szarpał się, niby atakował tę bramkę Didy, ale tak prawdę powiedziawszy jego poczynania bardziej przypominały mi chaos podobny do tego, kiedy powstawał Wszechświat. Starał się Lucio, tylko lipa wyszła z tych starań, skoro się tylko stoi i patrzy co też "staruszek" Seedorf zrobi z piłką. A co zrobił, wszyscy widzieli, włącznie z samym Lucio. Jego koledzy z formacji też zabawili się w widzów. Może w takim razie, skoro defensorzy gospodarzy lubią tylko patrzeć i podziwiać, bardziej pasowaliby na trybuny? :twisted: No dobrze, to już była moja złośliwość... :lol: Z kolei M. van Bommel nie byłby sobą, gdyby nie faulował i nie wdawał się w dysputy z arbitrem, co już TRADYCYJNIE skończyło się na żółtym kartoniku. I niech się cieszy, że tylko na żółtym. Jeszze trochę i Holender będzie mógł sobie tymi kartkami wytapetować całe mieszkanie, a jak się rozkręci to i starczy na czerwoną bordiurę pod sufitem. Później się jednak wziął w garść i zaczął grać i nawet oddał parę ładnych strzałów. Co z tego, skoro gra się zwykle od pierwszej minuty, a nie od 79. Gra tego Ottl'a (czy jak mu tam) nawet nie jest warta komentarza. Lell?.. Cóż.... A ja zapytam, gdzie Schweinsteiger? No bo jednak owemu Lell'owi wiele brakuje do Bastiana "Świnki". A ta holenderska nadzieja Bawarczyków, R. Makaay?.. Toż to istna tragedia Cavaradossi'ego wyjęta wprost z "Toski". Minę podczas tego meczu miał taką, że tylko go postawić na jekiejś scenie teatru dramatycznego. A rzucał się przy tym, że ho, ho... Tylko, że nic z tego nie wynikało... Ech... chwilami tęsknię za tym dawnym Makaay'em, co kuł bramki, aż trzeszczało. Zresztą nie będę tu skupiał się na każdym zawodniku gospodarzy, gdyż cała drużyna Bayern'u grała nieporadnie. Ale czegóż się spodziewać po mistrzu Niemiec, który gra bez reżysera gry?..
"Rosso-neri" wręcz rozmontowali Bayern, w czym duża zasługa nie tylko znakomicie grających taktycznie piłkarzy Milanu, ale także C. Ancelotti'ego. Zresztą Włosi przewyższali rywali we wszystkim, zarówno w umiejętnościach, ustawieniu, jak i szybkości. Tradycyjnie nie zawiódł Dida (chociaż ostatnio zaczęły mu się zdarzać małe potknięcia), A. Nesta, M. Jankulovski i P. Maldini - po prostu wzorowa defensywa, o którą zdesperowany Bayern rozbijał się niczym fale o falochron. Oczywiście nie będę tu przesadzać z superlatywami, bo trzeba też wziąć pod uwagę, że na ten wspaniały obraz obrony gości wpływała dobijająca nieporadność gospodarzy. Jednak nie można odmówić, że Milan bronił się bardzo umiejętnie przy aktywnej pomocy drugiej linii, gdzie na uwagę zasługuje bardzo ambitna postawa G. Gatuzzo i za to należą się brawa drużynie Milanu. No, ale w sumie to Włosi... ;) Wspaniały mecz rozegrał -można już rzec- ponadczasowy C. Seedorf, bo przecież facet gra i gra i końca nie widać (a grał jeszcze -pamiętam- z Guulit'em). Efektowna bramka przy "asyście" śpiących królewn z Bayern'u, no i wspaniałe, sprytne zagranie przy ładnym golu F. Inzaghi'ego. Nie ma co ukrywać, że Bayern przysnął przy obu tych bramkach, a z rywalami klasy Milanu -jak się okazuje- nawet krótka czterominutowa drzemka może kosztować bardzo dużo. Boleśnie dzisiaj przekonał się o tym mistrz potomków Barbarossy. P.S. Zatem Anglicy zagrają sobie z Włochami. Jak to mówią... siła złego na jednego. ;) |
|||
| WWW.PILKA-NOZNA.ORG | © RTS | ||